piątek, 12 kwietnia 2013

Batoniki daktylowo-figowe i daktylowo-orzechowe czyli zgadnij z ilu składników może powstać coś pysznego i zdrowego


Dziś przedstawiam Wam  tradycyjne duńskie batoniki robione z masy owocowej lub owocowo-orzechowej. Do niedawna nie wiedziałam, że Skandynawowie mają tak dobre słodycze bo przyznam, że do fanów lukrecji (w przeciwieństwie do mojego szalonego męża) nie należę :) Na te batoniki wpadłam całkiem przypadkiem w Lidlu w trakcie tygodnia skandynawskiego - większość rzeczy nie wydała mi się godna zakupu, głównie ze względu na przeraźliwie długie listy składowe. Zaopatrzyłam się w duński miodek (kremowy, bardzo przyjemny na kanapki), wór lukrecji i dwa opakowania tych batoników, kierowało mną:
- niska kaloryczność,
- figi i daktyle w składzie (dałam się już Wam poznać jako figomaniak :)),
- krótki skład. 
W domu zjedliśmy je na deser, każde z naszej trójki mruczało z zadowolenia, nawet moja wybredna latorośl była usatysfakcjonowana. To mało powiedziane - batoniki były tak pyszne, że tego samego dnia wieczorem mąż kupił jeszcze 7 paczek a dwa dni później objechałam trzy Lidle w okolicy zgarniając pozostałe pojedyncze sztuki. Wiem, szaleństwo :) Ale są naprawdę pyszne.Batoniki są miękkie,mokre, ciągnące, niesamowicie intensywne w smaku. Te z dodatkiem orzechów mają przyjemne małe kawałki orzeszków, ale nie są chrupiące. Są dość mocno słodkie, ale to taka owocowa słodycz, nie jest więc nadmierna.


W paczce jest 5 batoników, takie opakowanie kosztuje około 5zł, jest to więc całkiem przyzwoita cena. Każdy batonik jest osobno pakowany, więc można je wziąć ze sobą i mieć pod ręką, nadają się świetnie zarówno na deser, jak i na szybką przekąskę np. na drugie śniadanie jedzone w biegu z jednego spotkania (wykładu) na drugie. Batoniki mają ciepły brązowy kolor, taki, jakiego można się spodziewać po batonikach z suszonych owoców.


A teraz, Panie i Panowie, zagadka. Ile składników mogą mieć takie pyszności? Przypominam, że są kupione w zupełnie zwykłym sklepie, markecie jakich pełno. Jakieś propozycje? 10? 15? Do tego przyzwyczaił nas batoniki dostępne powszechnie na rynku. A te mają, odpowiednio, 4 i 5 składników. CZTERY lub PIEĆ! Na dowód przedstawiam zdjęcia opakowania:



Bez cukru. Bez słodzików. Bez wzmacniaczy, utrwalaczy, konserwantów, barwników, zagęstników, spulchniaczy i całego towarzystwa tej maści. Czyż to nie wspaniałe, że ze składników, które można policzyć na palcach jednej ręki da się wyczarować takie smakołyki? Zamierzam przymierzyć się do zrobienia podobnych samodzielnie w domu, chyba nawet ustalenie proporcji nie będzie trudne - jeśli będą udane smakowo, pokażę Wam efekty mojej próby, ale ostrzegam, że taka śliczna jodełka to mi na nich na pewno nie wyjdzie ;) 
Jeśli zastanawiacie się dlaczego polecam Wam produkt, który w Lidlu został wykupiony na pniu i jest już nie do dostania, wyjaśniam:
  • Po pierwsze, Lidl regularnie powtarza swoje tygodnie tematyczne i przy kolejnym tygodniu skandynawskim gnajcie do Lidla i kupujcie w ciemno.
  • Po drugie - zrobiłam mały wywiad rynkowy i już wiem, że batoniki tego typu faktycznie są charakterystyczne dla duńskiego rynku słodyczy, występują w większej gamie smakowej niż tylko figowo-daktylowej (są np. z masy truskawkowej czy morelowej), robi je wiele marek i jest spora szansa, że prędzej czy później natkniecie się gdzieś na podobny produkt. Gorąco polecam!
A na koniec pokażę Wam jeszcze batoniki Hipp, które można uznać za w pewnym sensie podobne do tych, które są bohaterami dzisiejszej recenzji. W pewnym sensie, gdyż są to produkty tzw. specjalnego przeznaczenia żywieniowego dla małych dzieci i one się rządzą swoimi prawami, niektórych rzeczy w nich nie może być a inne muszą się znaleźć. Batoniki z orzechami nie są przeznaczone dla małych dzieci. Produkty te nie są więc w pełni porównywalne i absolutnie nie chcę powiedzieć, że batonik Hipp ma kiepski skład - tak nie jest. Ale wolę jednak te batoniki Lidlowe choćby i bez oznakowania BIO - zarówno dlatego, że nie mają dodatku mąki i zagęszczonych soków owocowych, jak i dlatego, że są niemal 3 razy tańsze. I powiem Wam w sekrecie, że moja córcia mając do wyboru Hippa i duńskie, bez wahania sięga po duńskie - to musi o czymś świadczyć, prawda? :)





1 komentarz:

  1. Na daktylowych nie ma pewnie podanego indeksu glikemicznego? ech daktyle są super wysoko,acz bez wątpienia lepsze od tych z niekończących się składów

    OdpowiedzUsuń