wtorek, 18 czerwca 2013

Lekkie sosy do makaronu z Lidla czyli na co warto polować w Tygodniu Włoskim

Pamiętacie zapewne, bo nie raz dałam się Wam poznać od tej strony, że jestem fanką zakupów w Lidlu. Wraz ze wzrostem świadomości dotyczącej składu produktów lista moich ulubionych produktów z Lidla musiała się nieco skurczyć, ale wciąż udaje mi się znaleźć czasami coś ciekawego.
Dziś chciałabym się z Wami podzielić włoskimi sosami, które są od czasu do czasu dostępne - jak widać zaopatrzyłam się w pokaźny zapas bo ostatnio skończyły mi się szybciej niż sądziłam. Jeśli często jadacie mięso, makaron lub warzywa i nie macie pomysłu co do nich dodać, a chcecie, by było to szybkie, gotowe, dostępne od ręki i - co najważniejsze - o dobrym składzie, to zdecydowanie polecam Wam te sosy. Wśród produktów popularnych marek w cenach dobrze poniżej 10zł za słoik nie znalazłam dotąd produktu o tak dobrym składzie.
Wybrałam 4 sosy, spośród których 3 mają raczej łagodny smak:
  • Sugo alla Toscana - sos pomidorowy z wędzonym boczkiem
  • Sugo alla Siciliana - sos pomidorowy z bakłażanem i serem Grana Padano
  • Sugo alla Romana - sos pomidorowy z serem Ricotta
a jeden jest pikantny - Sugo alla Calabrese - sos pomidorowy z serem Pecorino, ostry, i ten jest faktycznie porządnie ostry - podniebienia nie wypala, ale dla dzieci się nie nadaje.


Sosy Italiamo są pasteryzowane, dzięki czemu nie zawierają substancji konserwujących. Jedyny element składu, do którego mogłabym się przyczepić, to aromat dymu wędzarniczego. Trudno wypowiedzieć się jednoznacznie na temat ich szkodliwości, gdyż na chwilę obecną do użycia na terenie Unii Europejskiej zostało dopuszczonych 11 substancji aromatyzujących tego typu, a kolejnych 5 jest analizowanych pod kątem ich ewentualnej toksyczności. Nie ma wymogu podawania na opakowaniach który dokładnie aromat został zastosowany. Zastanawiacie się czasem na czym polega uzyskiwanie aromatu wędzenia? Mnie to bardzo interesowało - jak można 'złapać' zapach drewna? Teraz już wiem :) Przy produkcji płynnego dymu  (bo tak w przemyśle nazywa się aromat wędzarniczy - to tylko jego nazwa prawnicza) wióry twardego drewna są suszone a potem przerabiane w wytwarzaczu dymu w procesie rozkładu termicznego. Świeżo powstały w ten sposób dym wytworzony z naturalnego drewna jest kondensowany z wodą a poprzez dalsze dodanie dymu otrzymuje się produkt skondensowany. Wytworzony koncentrat dymny zawiera w roztworze wodnym wszystkie rozpuszczalne w wodzie składniki dymu oraz nierozpuszczalne w wodzie pozostałe składniki, które w procesie osadzania się oddzielane są poprzez filtrowanie. Proces powstawania aromatów wędzarniczych jest uważany za jeden z najbardziej złożonych wśród grupy wszystkich dodatków do żywności i chyba jako jedyny doczekał się odrębnego rozporządzenia wspólnotowego.

Po tym przydługim wkręcie chemiczno-teoretycznym ;) miło mi poinformować Was, że poza owym dymem nie doszukałam się w tych sosach niczego podejrzanego. Jeśli więc macie Lidla pod nosem - wpadnijcie, bo warto :)

Dodatkowa informacja dla dociekliwych - wartości odżywcze sosów.





A na koniec krótka notka dla stałych Czytelników mojego bloga. Dziękuję za Wasze mejle z pytaniami czy wszystko ok i czy zniknęłam na stałe. Nie, na szczęście nie na stałe! Ciężko wytłumaczyć się z tak długiej nieobecności nie zanudzając Was zdrowotno-rodzinnymi historiami. Dość powiedzieć, że najmniejszą rewolucją, jaka miała miejsce, był wyjazd mojej Mamy na miesiąc do Indii, bynajmniej nie zapowiadany. A należy dodać, że moja Mama dotąd najdalej była w Grecji i miało to miejsce dawno temu - w ramach podróży poślubnej. Historii chorobowych Wam oszczędzę. Mam wielką nadzieję, że teraz wszystko będzie się układać po mojej myśli i że będę mogła podzielić się z Wami wszystkimi pomysłami, które w międzyczasie przyszły mi do głowy. Będzie mi bardzo miło, jeśli zobaczę wśród komentarzy awatarki tych z Was, którzy zaglądali do mnie wcześniej. Do poczytania! FFF

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz