Był czas, że regularnie wypiekałam chleby na zakwasie - co tydzień nowy bochenek, za każdym razem nieco inny, ale zawsze pełnoziarnisty, więc w gruncie rzeczy podobny do poprzednich. Początkowo sprawiało mi to dużo przyjemności, ale po paru miesiącach najzwyczajniej w świecie mi się znudziło: chyba nawet nie tyle samo czekanie na wyrośnięcie było nużące, ale brakowało mi pola do eksperymentu. Zarówno wypieki drożdżowe, jak i i zakwasowe rządzą się swoimi prawami i są reguły, których nie można złamać, bo chleb nie wyjdzie ( specjaliści chlebowi, przed którymi chylę czoła w podziwie za pracowitość, pewnie się ze mną nie zgodzą. Ale na moim etapie zaawansowania chlebowego tak właśnie jest/było ). A ja lubię eksperymentować w kuchni i już chleba nie wypiekam. Częściowo 'winę' za to ponosi piekarnia Lubaszka - chleby "Kardynał" i "Tyrolski", które można kupić w ich warszawskich piekarniach wprost nie mają sobie równych - kto nie próbował, niech żałuje i przy...