Do tej pory miałam przyjemność prezentować Wam mniej lub bardziej udane w mojej ocenie produkty. Tym razem jednak w moje ręce wpadł jogurt, który tak negatywnie mnie zaskoczył, że aż musiałam poczekać miesiąc z jego recenzją, aby zdobyć się na ocenę obiektywną. Jogurt kupiłam w grudniu przy okazji pobytu w Trójmieście. Ilekroć tam jeżdżę z ciekawością przeglądam zawartość półek sklepowych, bo asortyment jest znacząco różny od warszawskiego - widać to szczególnie po produktach mlecznych i świeżych wypiekach, widocznie nawet w dzisiejszych czasach w przypadku mleczarni i piekarni odległość jest barierą w rozwoju i podboju kolejnych rynków :) Ponieważ zwykle mam mało czasu, zgarniam z półek to co wydaje się ciekawe i nowe i czasem w moim koszyku ląduję całkiem niespodziewane kwiatki. Do rzeczy. Mamy tu dwa duże opakowania jogurtu pitnego bez tłuszczu i bez dodatku cukru. Jeden o smaku truskawkowym, drugi o smaku brzoskwini i marakui. Opakowanie 8/10pkt ...